5 maja 2017

Podróże: Weekend majowy

Dawno temu zaplanowaliśmy sobie na majówkę wyjazd w słowackie Tatry, bo można z psem, a B. jeszcze nigdy w Tatrach nie był. Pogoda niestety spłatała nam figla, warunki były raczej trudne, ekipa się kruszyła, więc zaczęliśmy szukać. Pomysłów było wiele, ale przeszkód nie mniej i skończyło się na kameralnym i krótkim wypadzie do Boszkowa pod Lesznem z przystankiem w Opolu po drodze.

Nie jestem zwolenniczką długo weekendowych urlopów, bo nad Polską ciąży jakieś fatum, które każe wszystkim wszystkim ruszać właśnie wtedy przed siebie, stać w korkach, w kolejkach po gofry itp. itd. i dlatego nasza majówka trwała tylko trzy dni. Miała trwać cztery, ale w piątek aura była wyjątkowo ponura, woda stała na ulicach i nawet Ku nie miał ochoty biegać po dworze.

Ruszyliśmy w sobotę późnym rankiem w kierunku Opola. Planowaliśmy zwiedzić miasto, ale koniec końców wizyta w mieście skupiła się wokół psich atrakcji. Wizytę zaczęliśmy w psim parku przy ulicy Pużaka 58, o którym wyczytaliśmy przed wyjazdem w internetach. Dotychczas zaliczyliśmy tylko cztery takie parki, ale ten zrobił na nas największe wrażenie. Park zajmuje spory obszar,  jest w nim wiele przeszkód i atrakcji, a także kosze, miski z wodą i mnóstwo ludzi, co z jednej strony może stanowić dla niektórych wadę, ale z drugiej pokazuje, że miejsce jest lubiane przez lokalsów i spełnia swoją funkcję.

Psi park w Opolu

Dalej ruszyliśmy na podbój Wyspy Bolko, zielonych płuc miasta. Naprawdę mieliśmy co podbijać, bo na wyspie toczył się akurat Międzynarodowy Turniej Rycerski upamiętniający 800-lecie Opola i w okolicy kręciło się sporo ludzi uzbrojonych osób i koni. Tłumów nie lubimy, Ku nie lubi też koni, więc pomknęliśmy przed siebie wgłąb wyspy poprzecinanej ścieżkami rowerowymi i ścieżkami zdrowia. Na wyspie znajduje się między innymi zoo, jest sporo zbiorników wodnych i mnóstwo zieleni. Zwiedzanie zakończyliśmy obiadem w lokalnej klubokawiarni Laba. Miejsce jest wyjątkowo przyjazne psom i na pewno wszyscy w okolicy o tym wiedzą, bo poza Ku w lokalu były jeszcze cztery inne psy (duże okazy, swoją drogą). Kolejną zaletą było menu – niesztampowe i w dużej części bezglutenowe, nie miałam więc żadnego problemu z wyborem dania.

Wyspa Bolko

I tyle było zwiedzania Opola, przewidując problemy na drodze w związku z majówkową zawieruchą spakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy dalej w drogę do Boszkowa, gdzie przywitały nas piękny zachód słońca i porządnie wychłodzony domek nad jeziorem.

Boszkowo

Udało nam się przetrwać pierwszy wieczór i noc grając w gry zakopani po uszy w śpiworach. W niedzielę było już trochę lepiej, więc zdecydowaliśmy się na rowerową wycieczkę po okolicy. Był to drugi raz Ku przy rowerze, mamy już też za sobą trzeci wypad i na pewno będą kolejne. Ostatnio przypięliśmy Ku do kierownicy, ale nie podobało mi się to rozwiązanie, bo pies za często przebiegał przed rowerem z prawa na lewo. Tym razem linka wylądowała pod siodełkiem i taka metoda sprawdza się u nas znacznie lepiej, Ku też już zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. Nie wiem jak długi dystans pokonaliśmy, ale wcale nie mały, a mimo to pasek energii Ku pozostał zielony.

Olejnica

W poniedziałek Ku czekały kolejne atrakcje. Zrobiło się naprawdę ciepło i przyjemnie, można było w końcu ogrzać tyłek w promieniach słonecznych. Jednocześnie wiatr dął, więc wylądowaliśmy wszyscy na żaglówce. Kumulacja nowych wrażeń sprawiła, że Ku po powrocie do domu do kolejnego ranka nie uchylał nawet powiek.

Kategorie: podróże Tagi: , , ,