25 czerwca 2017

Rocznica!

Naprawdę trudno w to uwierzyć, ale minął już rok z wąsem, odkąd Ku jest z nami. Pora więc na krótkie podsumowanie i wspominki.

Biorąc psa ze schroniska byliśmy pełni obaw. Martwiliśmy się przede wszystkim o to, jak bardzo nam bestia wyrośnie, bo za duży pies mógłby się czuć w naszych czterech kątach stłoczony, no i zabrałabym nam trochę przestrzeni życiowej 🙂 Poza tym braliśmy psa znalezionego na ulicy, nie znając jego historii, nie wiedząc kto i co z nim wcześniej robił. Krótko mówiąc, można było się spodziewać niespodziewanego. Na szczęście wszystko ułożyło się dobrze, choć oczywiście nie było, nie jest i pewnie nigdy nie będzie idealnie. Wyrósł nam średniej wielkości, jedwabisty w dotyku i  sezonowo zmieniający barwy kundelek. Z wyglądu przypomina trochę owczarka, chciałby być jednocześnie chartem i psem pasterskim, a czasem myśli, że jest krową. Mieszanka może nie wybuchowa, ale głodna wrażeń, z którymi i my musimy się siłą rzeczy mierzyć.

Początki były trudne, Ku bał się zostawać nawet za drzwiami łazienki i zostawiał mokre kleksy. Zniszczył sporo mniej i bardziej wartościowych rzeczy. Stale wystawiał naszą cierpliwość i wytrzymałość na próbę, bo cóż z tego, że szybko uczył się sztuczek i całym sobą cieszył na nasz widok, gdy za plecami wyciągał i wciągał paskudztwa z domowego śmietnika i podgryzał najlepsze buty. Musieliśmy trochę zmienić wyposażenie mieszkania, zagryźć zęby i zmienić niektóre nawyki. Ale było warto, różnice widać jak na dłoni i dzisiaj jesteśmy już w całkiem innym miejscu.

W ciągu tego roku byliśmy razem m.in. na Mazurach, w Rumunii, Zielonej Górze, Warszawie, Szczyrku, Krakowie, Boszkowie, Wrocławiu… Zaliczyliśmy kilkanaście lokali gastronomicznych, spaliśmy w różnych miejscach i warunkach, także pod namiotem. Jeździliśmy na rowerze, zdobyliśmy parę górskich szczytów i pływaliśmy na żaglówce. Podróżowaliśmy autem, pociągiem, autobusem i tramwajem. Mimo niewyczerpanego zapasu energii i tysiąca pomysłów na sekundę we wszystkich tych miejscach i sytuacjach Ku zachowywał się dobrze, choć bywały gorsze dni. Dzisiaj możemy bez większych obaw zabierać go ze sobą niemal wszędzie i na pewno będziemy dalej zdobywać wspólnie świat.

To wszystko nie przyszło jednak bez wysiłku. Spędziłam mnóstwo czasu przeczesując internet w poszukiwaniu złotych rad i wskazówek jak samodzielnie wyszkolić psa. Jeszcze więcej czasu poświęciłam na wdrażanie tych wszystkich lekcji w życie. Kosztowało mnie to także wiele nerwów, musiałam nauczyć się cierpliwości i konsekwencji niezależnie od sytuacji. Było też mnóstwo uśmiechu i radości. Jestem naprawdę dumna z siebie i z Ku, bo udało nam się wspólnie wiele osiągnąć i bardzo się cieszę, że rok temu podjęliśmy taką a nie inną decyzję. Oczywiście wciąż wiele pracy przed nami, ale patrzymy w przyszłość z nadzieją.

Obyśmy nie tracili energii w kolejnym roku!

Kategorie: życie z psem Tagi: