6 września 2018

Podróże małe i duże!

Niestety pisanie dalej nie idzie mi tak, jakbym chciała, ale daję sobie jeszcze ostatnią szansę. Dzisiaj będzie o podróżach, bo względnie niedawno wróciliśmy z wakacji. Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na podróż samolotem, po raz pierwszy też wypożyczaliśmy samochód, bo przecież nie usiedzielibyśmy w jednym miejscu, po raz pierwszy musieliśmy zmagać się z deszczem… i mogłabym wymieniać dalej, bo podróże potrafią kształcić, ale ta wyprawa była wyjątkowo pouczająca.

Nasz pomysł na podróżowanie jest raczej prosty:

  • Jakkolwiek dziwnie może to zabrzmieć, to przede wszystkim musi być ładnie. Szukamy miejsc, po których można się na spokojnie pokręcić, gdzie można zdobyć jakiś szczyt, nie musi być wysoki, gdzie można wejść do krystalicznie czystej i często nieszczególnie ciepłej wody, gdzie widoki potrafią zaprzeć dech w piersiach, nad głowami latają orły, a na drogach jest więcej owiec niż ludzi i samochodów.
  • Po drugie właśnie raczej chcemy uniknąć tłumów, nieważne czy rdzennych mieszkańców czy turystów, chcemy mieć przestrzeń dla siebie i swoich myśli.
  • W końcu nie chcemy wydawać majątku, co czasem wiąże się z pewnymi ograniczeniami, czasem może być uciążliwe, ale o tym więcej później.
  • A jeśli można jeszcze dobrze i bez problemu zjeść, to jest naprawdę idealnie.

Nic skomplikowanego, ale żeby się udało, to trzeba się choć trochę zorganizować, a z każdym kolejnym wyjazdem i nowym doświadczeniem jest prościej.

Wybór miejsca

To jest chyba najprostsza część układanki, bo dotychczas nie mieliśmy żadnych problemów z pomysłami, trzeba było tylko zdecydować się na jeden. Wiadomo, czasami trudno dokonać wyboru, ale w tej sytuacji nie ma lepszych i gorszych opcji, więc nie ma dramatów. U nas decyzje podejmowały się właściwie same i to całkiem niedługo przed wyjazdem, bo nie musieliśmy kupować biletów lotniczych ani nic takiego. Wyjątkiem były tegoroczne wakacje, polowania na bilety do Szkocji zaczęliśmy w marcu. Ale gdyby się nie udało, to po prostu zmienilibyśmy cel.

Skąd bierzemy pomysły? Sama nie wiem, część siedzi w naszych głowach, bo ktoś coś gdzies kiedyś powiedział albo coś gdzieś przeczytaliśmy albo, jak w przypadku Szkocji, tak się jednemu z nas marzyło od dawna albo zerkamy na mapę i potem zaczynamy czytać…

A skąd wiemy, że nie ma tam tłumów? Tego raczej nigdy nie można być całkiem pewnym i chyba w każdym kraju w Europie są miasta/miejsca, gdzie ludzi będzie sporo, ale są miejsca zdecydowanie mało popularne, bo jak Bośnia i Hercegowina wciąż kojarzą się z wojną i jakąś taką dzikością, bo jak Rumunia budzą szereg innych skojarzeń, których nawet nie pokuszę się wymieniać, bo jak Szkocja nie zachęcają słonecznymi kąpielami, bo nie organizuje się tam wyjazdów all inclusive, bo nie kuszą kampaniami reklamowymi, w których wszystko jest naj i w ogóle. Nie ma się co oszukiwać, to trochę loteria, nam dotychczas się udawało, ale były miejsca, do których wpadaliśmy tylko na krótką chwilę i uciekaliśmy. Na szczęście podróżując tak jak my zawsze można sobie pozwolić na zmianę planów.

Koszty, czyli znajdź równowagę

W teorii moglibyśmy pozwolić sobie na wyjad gdziekolwiek, można bowiem przemieszczać się autostopem, spać dziko pod namiotem (dodajmy, zwykle nielegalnie, bo takie są przepisy w większości chyba krajów), zjadać co się znajdzie lub upoluje albo jeść tak tanio, jak to tylko możliwe przygotowując wszystkie posiłki samodzielnie. Da się i kiedyś tak podróżowałam, ale dzisiaj mam nieco większe wymagania, nie odmawiam sobie różnych atrakcji, acz wciąż idziemy na ustępstwa. Pozwalmy sobie na jeden konkretny wyjazd w ciągu roku, więc chcemy z niego czerpać tyle przyjemności, ile się da. Mimo wszystko wiem, że wydajemy niewiele w porównaniu do naszych znajomych.

Generalnie podróżujemy samochodem i sporo się przemieszczamy, w zeszłym roku zrobiliśmy około 2500 kilometrów. Używaliśmy raczej oszczędnych samochodów, w Bośni ceny paliwa były naprawdę niskie, ale to i tak spora część naszych wydatków. Auto daje nam jednak dużą niezależność, więc raczej z tego nie zrezygnujemy

Do tego dorzucamy jedzenie, obiady jemy na mieście, śniadania i kolacje raczej na własną rękę, choć to zależy od cen. Mamy kuchenkę na paliwo ciekłe, która nie zajmuje wiele miejsca, a ma moc. Używamy jej głównie do gotowania wody na kawę/herbatę/kisiel/kaszkę, w tym roku robiliśmy tosty, ale można ugotować cały obiad. Nie zapominajmy o napojach, jesteśmy w końcu na wakacjach, więc kosztujemy lokalnych trunków i pozwalamy sobie na chwilę szaleństwa. Tutaj zawsze jest margines na większe, a nawet bardzo duże oszczędności, więc w zależności od sytuacji można sobie pozwolić na mniej lub więcej swobody.

Trójcę dopełniają noclegi. My śpimy głównie pod namiotem i raczej na kempingach, dzięki temu udaje nam się zejść z kosztami i tylko dzięki temu udało nam się dobrze zabawić w Szkocji. Pod namiotem da się żyć naprawdę komfortowo, wierzcie mi lub nie, ale w Szkocji na kempingach przeważały namioty wielkości małych domów, a w przedsionkach dało się zauważyć wszelkie możliwe sprzęty gospodarstwa domowego. My ani nie mamy takiej potrzeby ani też miejsca, żeby wszystko wieźć ze sobą, ale potrafimy się przytulnie urządzić (o choćby tak). Jednak żeby było naprawdę przyjemnie musi być sucho i względnie ciepło, przynajmniej przez większość albo choć połowę czasu, a w Szkocji tak nie było, więc trzeba było sobie jakoś radzić, a o tym jak, napiszę w kolejnym poście.

A reszta to różnego rodzaju atrakcje, z których można zawsze zrezygnować, ale potem można żałować. My stawiamy głównie na kontakt z fauną i florą, ewentualnie na adrenalinę. W zeszłym roku na przykład zaliczyliśmy porządny rafting, w tym oglądaliśmy polujące głuptaki (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to patrzcie tu) i kilkumetrowe morskie ssaki w naturalnym środowisku tj. oceanie, spotkaliśmy się też z reniferami.

A wy jaki macie przepis na wakacje?

Kategorie: podróże Tagi: , ,